Dobrze, że to już koniec.


Wszystko najlepiej widać za zamkniętymi drzwiami, zasuniętymi roletami. Wszystko staje się jaśniejsze w naszej samodzielnie wygenerowanej ciemności.

Koniec! W końcu minął ten felerny 2016, w którym większość moich spraw działała na niekorzyść. Skończyły się ogromne ilości nieszczęścia. Czas zacząć nowy rozdział, otworzyć zeszyt na nowej kartce, zacząć pisać nowym piórem...

Tak naprawdę niewiele się zmieniło. I choć miałam w planach zrobienie długiego tekstu o postanowieniach, ograniczę się tylko do scharakteryzowania całego 2016 roku i wymienienia kilku celów jakie postawiłam sobie na nowy rok.

Depresję wiele ludzi tłumaczy w sposób powszechny, jako coś normalnego, coś czego można się pozbyć po czasie. Nie dość, że działa to zupełnie inaczej, to jeszcze w swoim rozmiarze zachowuje pewnego rodzaju iskrę, będącą równoważnie wielką. Iskra ta wyniszcza wszystko jednym pstryknięciem palca, na kilka dni, na tygodnie, nawet na miesiące.

Do przeczytania dalszej części tego posta potrzebne będzie naprawdę duża wyobraźnia by nie odczytać go zbyt relatywistycznie.

Każdy miesiąc przyniósł mi wiele łez. Dobrze jednak ,że ten rok nauczył mnie przyznawania się do błędu. Nawet teraz- z pełną odpowiedzialnością- to przeze mnie i moje zachowanie tak dużo płakałam. Można winić siebie, można mieć wielopoziomowe pretensje do innych. Można też próbować wszystko olewać, ale to chyba jeden z najgorszych sposobów.

Wszystkie moje czynności pozwoliły wpaść mi w jakiś dziwny, ale konkretny system odpowiedzialności za własne czyny, którego nie potrafię zdefiniować, ale potrafię zrozumieć. Bez wielu zdarzeń w 2016 nie byłabym w stanie nic zmienić w kolejnym roku, co oznacza, że teoretycznie poprzedni miał kilka pozytywnych aspektów.

Oceniając własne zachowanie mogę dać sobie mocne -2. Nikogo nie zabiłam, ale zraniłam wiele, naprawdę wiele osób. Egzamin zdałam, ale na ocenę niesatysfakcjonującą.

Dość tego złego, może skupię się na tym co faktycznie mi się udało.
Byłam w Holandii, wybrałam uczelnię w tym kraju, zaczęłam naukę języka holenderskiego i naprawdę całkiem ok mi to wychodziło.
Mam pracę i udało mi się ją do tej pory pogodzić z nauką.

Najważniejsze: zrozumiałam, że czasem po prostu nie warto. To powinno być moją główną zasadą w 2017. Co więcej- nie daj z siebie zrobić służącej, albo koleżanki tylko do pomocy. Nie bądź czynnym słuchaczem, podczas gdy ktoś inny jest biernym. Nie duś się w relacji, nie próbuj przestać się ratować. Jeśli ktoś nie przyjmuje twoich rad to najwyraźniej ich nie potrzebuje.

Celów jest mało, bo boję się zakładać zbyt dużo. Nie jest to jakieś duże przerażenie, a po prostu chęć racjonalnego myślenia. Nauka języka, napisanie części pracy licencjackiej, rozwój tego bloga. Bardzo mi schlebia, że mimo tak krótkiego czasu i tak niewielu postów czytelników przybyło. Zapewne tylko przypadkowych, ale i tak, nawet w takiej sytuacji bardzo mnie to cieszy.

Życzę wam moi przypadkowi czytelnicy, by i wam udało się zostawić 2016 rok za sobą i nie wracać do tego co się wtedy stało. To wcale nie jest aż tak trudne.

PS. Wszystko co złe trzeba przeżyć na własnej skórze, tak jak Nicolae Minovici, doktor, który popełnił samobójstwo w imię nauki. Może nie aż tak dosłownie...




ZMIEŃ PUNKT WIDZENIA, ZCH.

Comments